Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Niektórzy ludzie, nie z własnej winy, zachowują zdrowy rozsądek.

Monty Python   Nieoceniony

Irytujące w zjazdach, przeżyłem dwa, jest to, że gada się o wszystkim, tylko nie o absolwentach. A przecież. Wystarczy spytać co robisz? a okazuje się tyle interesujących rzeczy, ludzkiej pracy, sukcesów, oczywiście są i tragedie, i złość na to całe życie; Zapewne jest tak, że przyjeżdżają ci co odnieśli sukcesy. I chcieliby pochwalić się tym całym swoim "bogactwem" przed kolegami. I słusznie, bo kto owo chwalenie zrozumie.

Ruszamy z projektem OS 44. W 44 rocznicę uzyskania matur spotka się cały roczni9k 1971; czyli klasy A, B, C i D.

Trudno dociec czy uda nam się spotkać, czy będzie potrzebny lekarz, jakiś bieżący kontakt ze szpitalem. Chciałbym, żeby się udało. Lokalizacja będzie mazowiecka, gdzieś nad Bugiem zapewne; Ciechanowiec, Nur.

Zjazdy muszą być sentymentalne, wspominkowe, mają być elementem kontroli stanu naszego umysłu. Doskonale wiemy, że nasi - koleżanki i koledzy - doskonale nas znają. I nie ma zmyłki. Wiedzą jacy jesteśmy.

Tylko absolwenci świadczą o jakości szkoły. Prawdziwe, a nie tylko "olimpijskie" kariery. Liczą się kariery nie tylko od ministra i Arcybiskupa w górę ale te biznesy pozwalające utrzymać się na rynku i dać ludziom miejsca pracy. To szanuję najbardziej. I o tym chciałby publicznie usłyszeć.

Język akademijny nie zmienił się i prowokuje do przekory. Kiedy się tam już pojawiłem w Ostrowi Mazowieckiej, to żaden program artystyczny i służbowy nie był w stanie zniszczyć mojego samopoczucia. Można nakręcić film, popytać, posłuchać.

Zjazd może być promocją szkoły, również absolwentów. Oni się odpłacą.

Nie ma naszych nauczycieli. Tego żałuję najbardziej. Nie bywałem w tej naszej szkole wcześniej. Może trzeba by kilka osób przeprosić. 

Zapytano mnie nawet czy to ja śpiewałem w szkolnym zespole "Gędźbiarze", którego kierownikiem był Andrzej Paradowski. To nie ja, ale bardzo chciałem; obsługiwałem do pewnego momentu tamburyno. Okazało się również, że pierwszy bigbitowy zespól z Technikum Elektrycznego, z prawdziwymi wzmacniaczami i gitarami, nazywał się "Gromy"; jego menadżerem był nasz późniejszy dyrektor pan Tadeusz Zaniewski.

Lekko mnie poirytowało, że koledzy którzy zostali na miejscu, nie dołożyli specjalnej troski aby zorganizować spotkanie poza protokołem. Postaramy się naprawić ten stan rzeczy w przyszłym roku. Nie było Żaby, Hani, Teresy, która była 5 lat temu, Jacka (ale się z nim widziałem), Była Janka, Stach, Andrzej, Kazimierz, ja i wpadła jedna ze "stacji" - Boguśka, którą poznałem, jak najbardziej. Nieobecni - Darek, Udzio, Ciunas, Gośka, Walerek był ale się jakoś zawinął, ; warto dotrzeć do kolegów z którymi zaczynaliśmy - do Śliwy, do Marka "Kosiego", Andrzej był ale się jakoś zmył, Małej nie było, Renatki, Anki, Aliny, jak miała na imię Andrzejczak?, Filipa też nie było, Zosi, Ireny, Ryfika, Sajka i Długiego też. Zupełnie odeszli Janek, Janusz, Elżbieta.

Do klasy zjeżdżali i schodzili się różni z różnych stron; była frakcja z internatu, ze stacji, z Małkini, byli miejscowi i ci "lepsi" z Komorowa. I byli ludzie z stancji, i z dwóch z Jelonek. Jak w zimie dobrze zawiało, to "Małkinia" miała znaczne opóźnienia. I tak dalej.