Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Ku chińskiej granicy (14)
Ze zdjęciami jest częściowo ok. Wprawdzie Szymonowi w serwisie Panasonica powiedzieli ze nie ma szans na odzyskanie. Ale Sławek i Maciek napisali, że jeśli nie będzie robionych zdjęć na tej karcie to istnieje szansa na ich odzyskanie. Część zdjęć została w hotelowym komputerze, i udalo sie nagrać na płytę. Dzięki za szybka akcje( Sławek odpisał już o 6 rano). Jak piszemy listy w południe to u was jeszcze noc.


Jesteśmy jeszcze w Mongolii. Idzie nam powoli i jest cienko.
Z Ułan Bator jest ponad 600 km do granicy, po 200 km kończy się asfalt.
Gdy wyjeżdżaliśmy z U.B. wiedzieliśmy ze mamy wsiąść w trolejbus nr 4.
Na przystanku stal człowiek z  filmów Wina Wendersa.
Europejczyk. Od razu było widać ze to nie turysta. Stał spokojnie nie rozglądał się. Zapytałem go o  drogę. Słabym angielskim potwierdził nr trolejbusu. Jechaliśmy razem. Okazało się, że jedzie do małego miasteczka 20km od U.B. w  naszym kierunku. Gdy się przesiadaliśmy okazało
się, że jest Niemcem i pracuje tu na budowie od trzech lat. Ciężko było tego dnia wyjechać za miasto i robiło się późno. W końcu udało się wcisnąć do zapełnionego busa. Niemiec zaproponował nocleg. Jonasz chciał spać, wiec skorzystaliśmy. Mieszkał w okropnym 4 -piętrowym blok. Jednym z pięciu jakie były w tej wiosce.Mieszkanie niezbyt sprzatnięte. Jego właścicel niesłychanie spokojny. Większość czasu siedział przy oknie i  patrzył w dal. Na ramieniu stary niemodny tatuaż, twarz pokazywała ze jej właścicel swoje przeszedł, w szafce akordeon, na stole biblia. On tak siedział przy oknie i patrzył w dal. Jedynie  razem obejżeliśmy "żandarm i UFO" po rosyjsku. Rano gdy sie obudziliśmy na stole czekało juz śniadanie. Jurgen (tak miał na imie) siedział i patrzył przez okno. Odprowadził nas przed Blok pokazał drogę, pożegnał się i uśmiechnął. Przyjemna dłużyzna. żadnej akcji. Jak w filmie Wendersa.Wczorajszy dzień okropny. Po przejechaniu 30 km nic! Siedzimy pod jakimś maleńkim  "miasteczkiem" i nic! Przez cały dzień tylko dwa auta zapakowane.  Zaczynamy wariować. Jonasz chodzi i zbiera kamienie, mówi ze to złoto i diamenty. Ja się opalam. Pierwszy raz w życiu. Ciekawe czy ci co leża na plaży myśla sobie: "Niech mnie ktoś z stad zabierze!". Jemy łodygi fioletowych kwiatków które smakują jak szczypior. (wcześniej pokazali je nam kierowcy) Dwóch pijanych Mongołów na motorze z koszem proponuje nam ze podwiezie nas 10 km. Okazuje sie ze nie jesteśmy tak zdesperowani jak myśleliśmy. Nie jedziemy. Po zachodzie słońca szykujemy sie do spania. Nagle pojawia sie auto. Busik pełen mongolskiej rodziny. Jonasz umieszczony na ławeczce tyłem do kierunku jazdy. Ja na kanapce miedzy dwoma mongolskimi damami. Damy słusznego wyglądu. Busik rusza. Okazuje sie ze nasze ciała tworza jeden wspólny twór. I razem falujemy na wybojach. Razem raz w lewo raz w prawo. Wdzięk i  harmonia. Raz lecimy na dame po lewej (co jest mniejsza od tej większej), by za chwile płynnie znaleźć sie na damie co jest po prawej (i co jest większa od tej mniejszej) przygniecionym przez damę mniejsza (od większej). Balet naszych ciał tak powalał pięknem, harmonia i delikatnością, że aż księżyc wyszedł za chmur przyjrzeć się naszym występom. Dama większa (od mniejszej) często się śmieje. A wtedy pokłada się na moich kolanach. By było romantyczniej kierowca zgubił sie na stepie.Za chwile ruszamy w stronę Chin.Trzymajcie za nas kciuki (za wjazd do Tybetu).Jakby ktoś chciał dorzucić się do permitu na Tybet to juz się pomału zbliżamy.

jonasz i Romek z misiami z podroży

P.S.   Juz wiemy że żółwie rodzą się z domkiem. Prawidłowej odpowiedzi udzieliła: Babcia Wanda, Gośka z Szymonem, Daniela, a  Kryzys to nawet zdjęcie przysłał. Dzięki

12 sierpnia 2006 06:46