Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Czym tak naprawdę ryzykował Cezary Urban i jego zespół? Myśląc wg standardowych kryteriów – praktycznie niczym. Gdyby mu się nie udało, to i tak XIII_tka by istniała. Może wspięła by się o  kilka oczek i pozwoliła ludziom dotrwać do emerytury. Bez specjalnych naprężeń. Uniwersytet też niczym nie ryzykował.

Wojciech Hawryszuk

 
Szkoła, sukces, Twoje dziecko

Tytuł roboczy

Teksty wywiadów nieautoryzowane. (fragmenty – 23 września 2006)

Część III

Szczecin 2006

 

Między niemocą, a koniecznością.

Co zrobić z wiedzą i doświadczeniem nauczycieli i dyrektorów najlepszych szkół, które oprócz posiadaczy nikogo nie interesują. Są pomysły aby dobre szkoły, nauczyciele i  uczniowie, wspomagały licea słabsze. Rzadko kiedy skuteczne zasady organizacji pracy w szkole takiej jak XIII_tka, stają się przykładem dla innych. I nie są wykorzystywane w budowaniu systemu edukacji w mieście, w innych miastach.

Taka dobra szkoła z zewnątrz jawi się jak kolejny miejski gadżet, breloczek z herbem miasta, który można komuś dać w  prezencie. Ot, kosztowny drobiazg, który do niczego praktycznego nie służy, a ładnie wygląda. Nawet jeżeli służy, to szkoda go używać. Dyrektorzy innych szkól nigdy nie zwrócili się do Cezarego Urbana z propozycją współpracy. Nie chcieli zapewne narazić na szwank swoich autorytetów. Trudna na początku byłaby ta Jego nieznośna wręcz szczerość.

[...] Nie było żadnego szaleństwa, a jeżeli się czegoś bali, to zapewne swojej frustracji; ta może zatruć całe życie niemocą i  pretensjami do świata. Zbudowanie nowej szkoły, to dla tych ludzi – odruch obronny. Nie strategia szczelnego kokona, a współpraca. żółw jest twardy, bo jest niemrawy i miękki. [...]

Jeden uratowany młody człowiek, to być może w przyszłości jeden etat policyjny mniej, może sześć.

Nauczyciele wiedzą że trzeba, tylko czasem nie wiedzą że można. Nie wykluczone, że ta wiedza zanika z wiekiem. I czemu tu się dziwić?

Kuszenie Urbana

[...] Ile czasu trwa przygotowanie sukcesu i kompletowanie zespołu. Dwa, trzy lata?

Do zrobienie takiej najlepszej szkoły w np. w Bydgoszczy, przy tych warunkach oświatowych, potrzebni są dobrzy zastępcy, gdyby można było wziąć moich, to byłoby idealnie, a jeżeli nie - to trudno. Baza to jest to oczywiste. To nie musi być XXII wiek. [...]

Uważa Pan zatem, że w Bydgoszczy znajdą się zdolni młodzi ludzie.

Z pewnością, oooo na pewno. To ja mam stuprocentową pewność. Proporcje są takie same w całej Polsce – ambitni, zdolni w  stosunku do reszty populacji. Tu cudów nie ma. Z uczniami nie było by problemów. Tylko jest kwestia ich ściągnięcia.

Tak Pan mówi, ale to czysta teoria. Czym można byłoby Pana ostatecznie “kupić”?

Jak by ten prezydent Bydgoszczy przyjechał naprawdę do mnie?

Tak. Nowe ambitne wyzwanie dla Pana metod menadżerskich, edukacyjnych...

[namysł] Jednak argument o niezostawianiu XIII_tki z pewnością by przeważył. Czuje się bardzo mocno związany z tą szkołą. Zostawiliśmy tu z  wicedyrektorami sporo potu. To kosztowało mnóstwo pracy, sporo emocji, sporo uczuć włożyliśmy w tę szkołę. Zespół nauczycielski wymaga niewielu korekt. Ciężko by się było rozstawać. Myślę, że żadnych wielkich argumentów by nie znalazł ten potencjalny “prezydent Bydgoszczy”. Wokół tej szkoły jest jeszcze dobry klimat mimo sporej ilości różnych nieprzychylnych opinii oczywiście, ale one są wszędzie i pojawią się, zawsze. Będą również w tej “teoretycznej Bydgoszczy”. A mimo to mamy bardzo wielu zwolenników wśród ludzi i wśród władz.

Pociąg nr SP 7551 East

[...] Rozumiemy potrzebę wydawania dodatkowych pieniędzy na policyjne samochody ale już poza wszelkim pojęciem jest potrzeba wydawania pieniędzy na indywidualną pracę z uczniem trudnym i zagrożonym. Troska tylko dla olimpijczyków. Jednych nie można tracić, a  drugich można.

[...] Są rodziny, które domagają się uznania swoich dzieci za upośledzone, co daje możliwość otrzymania stałej renty. Miliony idą na indywidualne nauczanie w domu, ponieważ rodzice mają obiekcje wobec szkoły lub wprost wstydzą się swoich „gorszych” dzieci. Chcą je chronić przed tłumem. I w wielu wypadkach postępują absolutnie słusznie. Ale nic w procesie wychowania, edukacji nie jest w stanie zastąpić kontaktu z rówieśnikami, nawet jeżeli są to doświadczenia bolesne.

Kierownik tego pociągu, który cudem przeżył katastrofę, nigdy nie poprowadzi pociągu przez San Bernardino i nigdy tam nie przyjedzie. To zbyt trudne raz jeszcze przeżyć tamtą podróż.

Ale nauczyciel 1 września wchodzi do klasy i sam musi dać sobie radę. I nie wie, czy jego wysiłki będą docenione. Rok w rok, aż do emerytury jest na łasce i niełasce okoliczności, wsiada do pociągu, o którym nic nie wie i nie zawsze może liczyć na pomoc. 

Młodzi, zdolni, niepotrzebni.

Kto jest najpierw ambitny – uczeń czy rodzice?

Obserwujemy bardzo różne sytuacje. Często jest tak, że ambicje rodzica idą w parze z ambicjami dziecka; oczywiście najgorzej jest wtedy kiedy ambicje rodziców przerastają możliwości dziecka. Na poziomie gimnazjum najczęściej ambitni są rodzice. Ale z biegiem lat to ambicje ucznia stają się decydujące. Ludzie przychodzą do nas do gimnazjum i zostają w liceum, albo przychodzą tylko do liceum. Po podstawówce decydują rodzice, przy wyborze liceum proporcje nie są zupełnie odwrotne, ale są bardziej zrównoważone. To uczniowie podejmują decyzję i ich zdanie liczy się najbardziej.

[...] To w takim razie, czy Wasze metody nauczania moż na zastosować w  szkołach słabych albo wręcz niedobrych? Czy jest szansa na lepsze nauczanie w słabszych szkołach?

Bez względu na to z jaką młodzieżą ja bym pracował, wymagałbym rzetelności od nauczycieli. Prostych rzeczy. Lekcja i przede wszystkim lekcja. I realizacja programu. Nie jakieś zabawy, uroczystości, świętowanie, wyjścia do kina, daję często przykład przysłowiowej „kuchni gruzińskiej”, której nikt nie zna, a święto się urządza. Praca, praca i jeszcze raz praca. I jeżeli jest dzwonek to idziemy na lekcje. Nie czekamy w  pokoju nauczycielskim 5 minut, udając że szukamy dziennika, i  dopijamy kawę w pośpiechu. I spóźniamy się te 5 minut na lekcję. Jednocześnie mamy pretensję do ucznia, że on się kiedyś spóźnił. To, z jaką młodzieżą pracujemy, tego się nie przeskoczy, to oczywiste. Generalnie, kształcenie, wychowanie ale głównie przez własny przykład. Nie na zasadzie rób co mówię, a rób co ja robię. Nie ma znaczenia, czy to jest XIII_tka czy ostatnia szkoła w mieście. Druga sprawa to polityka kadrowa. Trzecia sprawa to kwestia materialnego motywowania najlepszych. Zawsze mnie oburza, że dodatek motywacyjny dzieli się równo. Reasumując. Pracowitość w szkole – lekcje, program. Szkoła przede wszystkim musi uczyć. Ta moja dewiza nie jest specjalnie popularna. I ta cała szkolna “pracowitość” nie stoi w sprzeczności z tym, że szkoła powinna wychowywać. Najskuteczniej przez taki codzienny przykład nauczycieli.

M. Szuman: Musi być odpowiedni sposób zarządzania szkołą. W tej szkole 15 lat temu na początku kadra nauczycielska nie była najgorsza, a wyniki były fatalne. Może właśnie od nas wyjdzie odpowiednia kadra nauczycielska i być może oni będą zmieniać polską szkołę. I sposób uczenia matematyki. [...]

Nie pieniądze?

Ależ broń Boże. Jeżeli taki procent nauczycieli się nie nadaje, to i  duży procent dyrektorów szkół się nie nadaje. Bo kto zostaje dyrektorem szkoły – przeważnie nauczyciel. Skoro dyrektor pozwala na funkcjonowanie tak dużej liczby słabych nauczycieli, a  ci blokują tych lepszych, to się nie nadaje do zarządzania. I to nie jest prawda, że dyrektorzy nie mają metod i środków aby dobrać do szkoły dobrych nauczycieli. A słabych się pozbyć. To nie tak. Rodzice w wielu szkołach mówią, że nauczyciele są „słabi”, a dyrektor twierdzi że są świetni. A związki zawodowe to potwierdzają.[...]

M. Szuman: Dyrektor musi się zgodzić na to żeby pod jego bokiem wyrastała konkurencja. To musi być zapewnione urzędowo. Tak musi wyglądać ścieżka menadżerska – trzeba sprawdzać w pracy organizacyjnej i dydaktycznej, wychowawczej jak największą liczbę nauczycieli. Skąd wziąć kadry? Dlaczego nie widać sukcesów? Nauczyciele, którzy dają się poznać z jak najlepszej strony, wykazują umiejętności organizacyjne i dydaktyczne, są potencjalnymi kandydatami na tych dyrektorów. Ale skoro nie ma szans na zorganizowanie i odniesienie sukcesu nauczycielskiego, nie ma szans na wychowanie menadżera.

[...] Zatem trzeba zamykać szkoły?

To nieuniknione. Opowieści o klasach 20 osobowych – przecież bogatsi od nas o czymś takim nawet nie myślą. Kto to widział klasy 20-to osobowe w bogatych Niemczech, w szkołach publicznych? [w XIII_tce klasy liczą 30 uczniów, podobnie w najlepszych szkołach w  Polsce]. Kto to widział w Poznaniu, we Wrocławiu, w Warszawie? Liczba dzieci w kraju spadła, a liczba nauczycieli zatrudnionych się zwiększyła. A nie ma pieniędzy na skuteczną naukę języków obcych, która kończy się uzyskaniem certyfikatu.

[...] Ilu młodych ludzi w taki sposób marnuje się w  szkołach, albo ilu uczniów marnują szkoły?

Wg mnie olbrzymia ilość. Ci co przychodzą do nas, to czubek góry lodowej. Ale tak jest. Nikt nie zajmuje się tymi szkołami “nieolimpijskimi”, a to około 95 % szkół w Polsce kształcących naszą młodzież. To właśnie one decydują o  jakości społeczeństwa w Polsce. Nie szkoły olimpijskie właśnie. Krytyce podlegają szkoły “olimpijskie” i przyjdzie taki moment, że całe województwo zachodniopomorskie powie, że niski wynik, ostatnie miejsce w Polsce, to wina XIII_tki. Bo zabrała najlepszych uczniów.[...]

M. Szuman - Dobra szkoła. To może być zjawisko wieloznaczne. Bardzo dobre miejsce w rankingu nie jest tożsame z  bardzo dobrą szkołą. Może tak być, ale nie musi. Dobra szkoła to jest taka, która kształci uczciwych ludzi gotowych ciężko pracować, tak wydajnie jak im Pan Bóg na to pozwala. Może tak być, że nawet dobra szkoła nie będzie miała miejsca w  rankingu. Zanim nasza szkoła znalazła się w rankingu też był dobrą szkołą. Dlatego właśnie przychodzili do niej bardzo dobrzy uczniowie. Tu zostali dobrze zagospodarowani i to zamieniło się na miejsce w rankingu. Taka jest kolejność.

A teraz, kiedy jest w rankingu na pierwszym miejscu, dalej jest to dobra szkoła?

M. Szuman - Miejsce w rankingu dużo zmienia w szkole. Teraz wiele osób uważa, że dobrze przyjść do tej szkoły ponieważ ma I miejsce w rankingu, będę chodził do najlepszej szkoły w Polsce. Oni wcale nie chcą ciężko pracować tylko skończyć szkołę, która jest wysoko w rankingu. I oni też wpływają na reputację szkoły. To zjawisko jest zauważalne.

[...] Którego spośród Pańskich nauczycieli zaprosił by Pan do uczenia w swojej szkole?

Absolutnie jedno nazwisko szybko wymieniam i myślę nad innymi. To jest Franciszek łuczko z LO I w Szczecinie, niezaprzeczalnie. Osoba mocno kontrowersyjna jeżeli chodzi o metody ale człowiek o kompletnej wiedzy historycznej i autorytet moralny. On przygotowywał do uczniów do olimpiady i to z dobrymi rezultatami. W tej szkole by się z  pewnością zrealizował. I Pani..... Jastrzębska, która uczyła mnie matematyki w SP 30, to jest moim zdaniem fachowiec.

M. Szuman: Czterech dobrze zapamiętałem. Franek łuczko od historii, fizyk Pan Jacek Wąsik, nauczyciel wychowania fizycznego Pan Leszek Kaczmarski, i nauczycielka rosyjskiego Ola Rajs. To byli mądrzy ludzie.

J. Konieczna – Ja kończyłam „ekonomik” w świnoujściu. Miałam bardzo dobrą nauczycielkę historii i miałam bardzo dobrą polonistkę. Zawsze doceniała tych, co z fantazją podchodzili do tego przedmiotu. Mimo, że w  liceum ekonomicznym te przedmioty są zwykle traktowane po macoszemu. Polonistka „walczyła” z tym, że pisałam wypracowania na pół strony. Była szczęśliwa, że pracę maturalną napisałam na 5 i  pół strony. A najchętniej napisałabym w punktach. Do tej pory jak nie muszę to nie piszę. [...]

Cezary Urban – Szkoła jest na tyle poukładana, że może funkcjonować bez Urbana. Ale dyrektor zawsze będzie ważny dla szkoły. Abstrahując od Urbana. Po dziesięciu latach kierowania szkołą jestem o tym absolutnie przekonany. Takimi najważniejszymi osobami dla swoich szkół są Dyrektor Kosakowski w Gdyni [III LO im. Marynarki Wojennej], dyrektor Stanisław Pietras w Krakowie [V LO im. Augusta Witkowskiego], Pani dyrektor Regina Lewkowicz z Warszawy[XIV LO im. Stanisława Staszica] swego czasu Dobrzycki we Wrocławiu [XIV LO im. Polonii Belgijskiej]. Trudno bez nich wyobrazić sobie zbudowanie tych znakomitych szkół. Ci najlepsi ciągle myślą co zrobić, żeby było jeszcze lepiej. W  Polsce jest kilkudziesięciu znakomitych dyrektorów, może nawet kilkuset – przecież nie wszystkich znam, którzy mogliby „zbudować”, „stworzyć” od podstaw znakomite szkoły wszędzie tam, gdzie są dobrzy uczniowie. Niekoniecznie genialni czy bardzo utalentowani.

[...] Ta szkoła jest dużym obciążeniem dla ludzi, którzy w niej pracują. Czy nauczyciele LO XIII mają szczęśliwe życie rodzinne? Czy w pewnym sensie nie “uciekają” z domu do XIII_tki? Czy tą zaangażowaną pracą w tej szkole nie kompensują sobie niepowodzeń domowych?

My często o tym rozmawialiśmy, nie raz to rozważaliśmy. Rzeczywiście jest pewna korelacja między, tym o czym Pan mówi, te sukcesy, to eksploatowanie się w tej szkole, a tym co dzieje się poza szkołą z nauczycielami. I muszę przyznać... to znaczy – muszę przyznać? - sam jestem dobrym przykładem na to, że jest to często kosztem życia rodzinnego. Na pewno w jakimś stopniu, a dotyczy to nauczycieli, którzy najwięcej z siebie dają. Ja widzę, o  której kto stąd wychodzi. Kto ile poświęca czasu uczniom, nie tylko tym najlepszym, kto ma wyniki na maturach. Wśród grupy tych najbardziej aktywnych, z tym największym powołaniem, duża grupa to są osoby, którym albo się nie ułożyło jeszcze życie prywatne dobrze, albo im tam się coś popsuło...

...przez pracę w tej szkole...

Nie wiem. Może i tak, może jednym z powodów była ta szkoła. Oni są, mówię o nauczycielach, tak twierdzę, choć żaden psycholog i żaden pedagog ze mną się na pewno nie zgodzi; oni ze mną a ja z nimi też się nigdy nie zgadzam [z pedagogami i  psychologami], ale ja twierdzę że oni [nauczyciele] są szczęśliwi wiodąc takie życie. Każdy szuka szczęścia tam gdzie chce. To są ludzie odpowiedzialni i dorośli. I wiedzą co ze swoim życiem robią. Jeżeli zamienili jedno szczęście na drugie, to wiedzieli co robią. Ja wiem, że nie są to ludzie sfrustrowani. I nie są zakompleksieni, i tych swoich niepowodzeń przy mężu, czy przy żonie, nie przenoszą na uczniów. Wręcz odwrotnie. I dobrze, że przynajmniej tu są szczęśliwi. Jeżeli im to wystarcza, a  wiedzą co robią, jeszcze raz to powtórzę, to wiedzą przecież, że życie nie kończy się na szkole. Oni wiedzą, że kiedyś i ta szkoła się skończy. I będzie jakaś emerytura. Ale nie uważam, że należy krytykować taką postawę, to odnalezienie szczęścia właśnie w tej szkole, to poświęcenie, misję, którą realizują w XIII_tce. I nie jest to powód, żeby ich żałować. [...]

Co Pana najbardziej martwi, kiedy myśli Pan o  szkole? Kadra, brak skutecznych programów kształcenia, czy – specjalizacja, która jest podstawą sukcesu szkoły? Przykład Marka Czajkowskiego; choć był i jest umysłem wybitnym, jednak nie robi spektakularnej kariery. Wybitni uczniowie z innych szkół też takich karier nie robią. Wystarczy zapoznać się z dossier polityków i słynnych polskich menadżerów.

Marek Czajkowski ma to co chce. Gdyby miał inne potrzeby i  oczekiwania ty by je zaspokoił. Jestem co do tego pewien. Ludzie o  takim potencjale są na rynku mocno poszukiwani. Martwi życie pozaedukacyjne szkoły. Poczucie lojalności, jedności w szkole, zrozumienia co miałoby się objawiać tym, że wszyscy w Szczecinie widzą, że uczniowie XIII_tki są dumni ze swojej szkoły. To jest najtrudniejsze. Absolwenci oceniają szkołę inaczej. Na to składa się wiele czynników. Nie tylko pierwsze miejsce w rankingu. Poważnym zmartwieniem jest to, że poważna liczba absolwentów zostawia wątpliwą nadzieję na powrót. Oni już nie tylko wynajmują mieszkania w Warszawie, ale je tam kupują. I to jest koniec. Do nie dawna ci, których było na stać na kupno, wynajmowali te mieszkania. To była jednak jakaś dająca nadzieję tymczasowość w tej Warszawie. Martwi mnie rezygnacja ze Szczecina tych najlepszych. Często już na początku szkoły średniej. To są najlepsi, najzdolniejsi szczecinianie. Ci co zostają nie robią tego z miłości do miasta, a raczej z tego powodu, że ich nie stać na studiowanie poza Szczecinem. To jest poważny powód do zmartwienia.

J. Wojcieszak – Martwi mnie moje własne lenistwo. że nie spełnię swoich własnych postanowień. Kiedy studiowałem to miałem wszystko zaplanowane od linijki do linijki. Czytałem wtedy 300 stron dziennie, to była literatura, podręczniki. Odkąd pracuję w tej szkole nie mogę zapanować nad papierami, nad czasem. A ja chciałbym być takim oczytanym nauczycielem.

Co Pan teraz czyta?

Czarodziejską górę”.

Co Pana najbardziej kompromituje, czego Pan jeszcze ani razu nie przeczytał?

Nie powiem Panu, to straszne jak ważnej książki jeszcze nie przeczytałem.

* * *

Nikt Ich o tę szkołę nie prosił. To była i jest indywidualna potrzeba i inicjatywa. Nikt Ich o to nie prosił i nie namawiał, żeby w  dobrej szkole - kształcili dobrych obywateli.

Jolanta Konieczna, Barbara Dańko, Cezary Urban, Michał Szuman i Jerzy Wojcieszak mówią o rzeczach oczywistych, przedstawiają niepopularne poglądy, na wiele szkolnych i pozaszkolnych spraw. Warto wymienić dwie pierwsze z brzegu; jedna z nich to rzeczywiście historia budząca wiele kontrowersji, a mianowicie pracowitość w  szkole. Druga, pozaszkolna, dotyczy nauczycieli, którzy nie rozumieją matematyki i co za tym idzie nie potrafią jej uczyć, a  ukończyli matematykę na uniwersytecie ze stopniem magistra.

* * *

Mrs Sherwood: “Nie będzie Panu łatwiej tylko dlatego, że ma Pan talent”, “Fame” Reż. Alan Parker

Gorycz i nadzieja.

[...] Wszędzie zdarzy się taka grupa ludzi, jak dar losu niemalże, który powie: skoro są zdolni uczniowie, powinna być i dobra szkoła. Powiedzą i zrobią. Tak jak w państwie: są bogaci obywatele - jest bogate państwo.

Skoro dobra szkoła może i powinna być w każdym miejscu, to co trzeba zrobić, żeby była dobra? A warto zauważyć, że jakość kształcenia nie jest przecież przedmiotem powszechnej troski. Bo nie każdy chce dobrej szkoły. Są przecież takie polityczne głosy, wypowiadane w interesie społecznym (jakże by inaczej), po co biednemu wiedza. Aż taka wiedza. Uczeń - obywatel ma chyba prawo znaleźć się w sytuacji, w której jego przyszła kariera, przyszła praca zależy od wysiłku włożonego w zdobywanie wiedzy i  umiejętności.

Ale po pierwsze, musi o tym wiedzieć. Po drugie, musi powstać w nim przekonanie, że przyszła kariera zależy od wysiłku. [...]

* * *

Metody XIII_tki są do zastosowania w każdej innej szkole. XIII Drużyna zaczynała od 19 miejsca w Szczecinie, a w Polsce była między 4000 a 5000 miejscem [zachodniopomorskie było i jest na ostatnim miejscu w Polsce]. Przeskoczyła 5000 pozycji. Samo się nie zrobiło. Szkoła dokonała wielkiego skoku dysponując tymi samymi środkami co inne szkoły. Tego sukcesu nikt nie zaplanował.

Dlatego XIII_tka i inne takie właśnie szkoły zakłócają tok normalnej szkolnej nauki. A nuż ktoś sobie przypomni, że ta XIII_tka zaczynała od tego ostatniego miejsca w Szczecinie. I diabli wezmą wszelkie argumenty, że nie można.

Ten sielankowy obraz mogą zmącić opinie niektórych uczniów i nauczycieli, którzy z XIII_tki odeszli, a nie są w  przyjaźnie nastawieni wobec szkoły i metod Dyrektora. Nieprzyjaźnie o szkole i Dyrektorze wypowiadają się również uczący się tam uczniowie. Oczywiście mają do tego prawo, a może nawet swoje racje. Przeciwnicy Dyrektora chcą zniszczyć rzecz najcenniejszą, którą powoli buduje od 10 lat, a mianowicie autorytet szkoły, która ma ambicje być dobrą szkołą.

Nie wiadomo, czy to zawiść czy troska.

Pojawiła się w ludziach wściekła odwaga, bezkompromisowość, zdolność atakowania bez zastanowienia, a za to z głębokim namysłem. Wolność to w tym przypadku wykorzystana sposobność. Każdy widać hoduje w  sobie potrzeby Herostratesa.

Odpowiedź na pytanie, kto ma rację mogą dać po kilkunastu latach – absolwenci. I po co była ta cała dyscyplina, mordęga i  ambicje. Czy te ambicje dyrektorskie to właściwy standard oświatowy czy megalomania?

* * *

Czym tak naprawdę ryzykował Cezary Urban i jego zespół? Myśląc wg standardowych kryteriów – praktycznie niczym. Gdyby mu się nie udało, to i tak XIII_tka by istniała. Może wspięła by się o  kilka oczek i pozwoliła ludziom dotrwać do emerytury. Bez specjalnych naprężeń. Uniwersytet też niczym nie ryzykował.

Ryzyko tak naprawdę było jedno: że potwierdzi się teza, że nic nie uda się zrobić. I że myślenie o edukacji jako szansie na lepsze życie, zostanie skompromitowane.

[...] Znajdą się osoby, które powiedzą o CU dużo lepiej niż on o sobie powiedział, niektórzy dodając wiele szamerunków, lukru i oliwy. Znajdą się i takie osoby, które zasady, godność, ambicję, poczucie własnej wartości Dyrektora obrócą w megalomanię, mentalność „wodzusia” i z pobłażaniem opowiedzą o kogucim usposobieniu jednego z naszych rozmówców.

Zdystansowana pobłażliwość środowiska nauczycielskiego wobec XIII_tki jest szczęściem w nieszczęściu. Być może ta szkoła żyje, bo jest wyjątkiem. Gdyby miała stać się zasadą, to już dawno by jej nie było. [...]