Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020
Jagiellońska, styczeń 2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

[...]Jednolity strój, to jeszcze jedno wyrzeczenie, jeszcze jeden wymóg, który uczeń musi spełnić żeby do tej szkoły trafić. Przychodzi z pełną świadomością, że w pewnym sensie rezygnuje z  tej części swojej indywidualności, jakim jest strój i  wygląd. Na korzyść tego, że znajduje się w bardzo dobrej szkole, która - jeśli ją wykorzysta, może mu zapewnić bardzo dobrą przyszłość. Nikogo nie zaskakiwaliśmy, wprowadzaliśmy te stroje systematycznie.

Wojciech Hawryszuk

Szkoła, sukces, Twoje dziecko

Tytuł roboczy

Teksty wywiadów nieautoryzowane.

(fragmenty – 23 września 2006)

Część I

Szczecin 2006


Konzerthaus, Stadttheater i XIII LO

Od trzech lat w Rankingu szkół ponadgimnazjalnych XIII LO zajmuje pierwsze miejsce w Polsce. To jeden z nielicznych ale znaczących sukcesów Szczecina.

Szczecin to nie Kraków czy Warszawa. Walczy o swoją tożsamość z  najwyższym trudem. Nawet pomnik Ofiar Grudnia powstał w Szczecinie dopiero 26 lat po Trzech Gdańskich Krzyżach. [...]

Naród, który budował swoją stolicę wywiózł stąd miliony cegieł, dzieła sztuki, urządzenia fabryczne, a ludzi którzy przeciwko temu protestowali pakował do więzienia jako wrogów ludu. Na wschód szły całe transporty z szabrem; nie tylko państwo brało udział w powojennej zemście ale również jego sprytni obywatele.

Sukces XIII LO inaczej smakuje jeżeli zdamy sobie z tego wszystkiego sprawę. Ta szkoła powstała bowiem z pewności siebie ludzi już urodzonych, zakorzenionych w Szczecinie. To nie jedyna dobra szkoła w mieście, ale pierwsza, która odniosła wielki sukces, wygrała z najlepszymi, jest szanowana przez dyrektorów najlepszych szkół i jest znana wykładowcom najlepszych uczelni, w Polsce. [...]

Wielka rewolucja, której nie było

[...] Wystarczyła zatem poczciwa pracowitość?

Cezary Urban - Motywowanie naszych uczniów zacząłem od tego, że na tablicy gazetki szkolnej wywiesiłem listę najlepszych szkół w zachodniopomorskiem oraz wyniki maturalne, kiedy byliśmy na ostatnim miejscu. [...]

J. Konieczna: Podczas pierwszych finałów olimpijskich czuliśmy, że wszyscy patrzą na nas jak na przeciętną, anonimową szkołę, której trafił się ten olimpijczyk jak ślepej kurze ziarno, że to jakiś wyjątkowy splot przypadków i więcej się nie powtórzy. Po 2 - 3 latach nikt już o nas tak nie mówił, bo okazało się, że to nie przypadek tylko ciężka praca. Z tego co ja pamiętam, to chcieliśmy osiągnąć dobrą jakość w  dydaktyce, w wychowaniu i zarządzaniu. żeby odczuli to również nauczyciele, bo to w końcu jest nasze miejsce pracy. [...]

J. Konieczna: Kiedyś jak odchodzili moi pierwsi olimpijczycy, to myślałam, że lepszych już nie będzie. Ale jednak przychodzą. Nie ma żadnej pustki. Przychodzą pokolenia, które jeszcze bardziej chcą się uczyć. Mają coraz większe ambicje. Oczywiście nie wszyscy, bo dlaczego niby wszyscy mieliby tacy być? Ale oni nie tylko myślą o nauce. Uprawiają sporty, jeżdżą na deskach, zdobywają uprawnienia ratowników, jako wolontariusze obsługują festiwale, wyjeżdżają na zagraniczne staże, jedni są dalecy od polityki, inni tą polityką się z pasją zajmują. Są coraz bardziej ciekawi świata. I nie są nastawieni tylko na branie.

Jest Pan zleceniobiorcą?

Oczywiście, że tak. Ja jestem za gospodarką rynkową również w  edukacji. Edukacja powinna podlegać prawom rynku. Powinna być równowaga między popytem, a podażą. To przecież sprawa jakości otrzymywanej usługi. Przy czym ja nie sprowadzam tego tylko i wyłącznie do kwestii finansowych. Patrzę na to szerzej. I  oczywiście nie nadaję temu określeniu “uczeń, rodzic – klient” jakiegoś znaczenia pejoratywnego. Raczej szacunek i  myślenie o dobrym wywiązywaniu się z obowiązków.

J. Konieczna – Nie tylko nauczyciel ma prawa. Uczeń jest klientem i ma też swoje prawa i obowiązki. Oczywiście musi być równowaga praw i  obowiązków, ale nigdy na niekorzyść praw. My klasówek nie oddajemy na przerwach, bez żadnego omówienia popełnionych błędów. Dziecko musi wiedzieć jaki błąd popełniło. Każda poprawa oceny czy kartkówki jest wpisywana na zielono do dziennika.

Czy macie do Nich pretensje (nawet niewypowiedziane), że nie uczą się najlepiej, a nawet jak się dobrze uczą to nie przejawiają zbytniej ochoty żeby startować w „wyścigach”, w  tych „morderczych” olimpiadach?

My stawiamy na odpowiedzialność i dużą świadomość ucznia. Od samego początku uczeń wie, do jakiej szkoły trafił. Materiałów o szkole ukazuje się dosyć dużo, my mówimy o tych stronach nauki w szkole, które są “niedogodne “ dla uczniów, ale nie tylko o strojach, o wymaganiach i oczekiwaniach również. My tej świadomości wymagamy, ale przecież my ich nie ciągniemy „za uszy”. Nie “kopiemy” do pracy i nie przekonujemy do nauki. Oni mają wiedzieć po co tu przyszli i sami muszą chcieć wynieść z tej szkoły jak najwięcej. Jeżeli tak na to spojrzymy, to być może niektórzy uczniowie marnują tutaj czas. Nie wykorzystują swojego potencjału, nie wykorzystują możliwości jakie ta szkoła stwarza. Często mówimy, że tracą tu czas, bo przecież nie muszą chodzić akurat do tej szkoły. żeby zdobyć tę wiedzę, którą w końcu zdobędą, nie muszą być poddawani takim wymaganiom. Jeżeli mają ambicję studiować na kierunku – nie powiem jakim i w której wyższej szkole, a  nie jest to uczelnia z czołówki krajowej, to wcale nie muszą chodzić do XIII_tki. Oczywiście jest problem nowych matur. Nawet w  tych szkołach uważanych za dobre, nie wypadła dobrze w przypadku wielu przedmiotów. Nawet ci nasi leserzy mają jednak taki lęk, że jak pójdą gdzie indziej, do innych szkół, to tych matur nie zdadzą tak dobrze. Kiedyś były „dobre stopnie” na świadectwie i to dawało im dodatkowe szanse przy konkursie świadectw na niektórych uczelniach. A teraz jest system bardziej obiektywny, po zdaniu dobrze matury u nas, ich szanse rzeczywiście rosną. Takie odczucia miewamy, jak już powiedziałem, w przypadku uczniów, którzy po prostu marnują swój potencjał. I nie mamy tutaj wobec nich żadnych wyrzutów sumienia. [...]

M. Szuman, matematyk: Motywację trzeba w sobie wykształcać. Jest wielu młodych ludzi, którzy chcę dobrze pracować. To zależy również od programu nauczania matematyki. Nasz program umożliwia i zakłada samodzielną pracę; jeżeli oni sami pracują, to sami nabywają umiejętności i motywacji jednocześnie. I nie trzeba stosować żadnej nędznej presji. [...]

Dyrektor Urban często mówi, że lekcja jest święta

M. Szuman: Nie wiem czy często tak mówi, ale praktyka u nas jest taka, że z większą powagą niż w innych szkołach polskich traktowana jest ilość godzin w tygodniu i ilość godzin w roku.

[...] Do liceum przyjmuje Pan nauczycieli, którzy pracowali w  technikach i podstawówkach...nie przesłyszałem się...

Tak. Wręcz bardzo chętnie. Zupełnie przypadkowo poznałem dwie Panie nauczycielki na studiach podyplomowych zarządzania oświatą. Jedna z nich uczyła historii, druga biologii. Obie w podstawówce. Oprócz tego były wychowawczyniami klas, wyjeżdżały na wycieczki, i one już przeszły niezły poligon. Zrobiły na mnie duże wrażenie. Naprawdę. I gdy tylko nadarzyła się okazja, to ja te obie Panie natychmiast przechwyciłem. One dobrze sobie radzą tutaj; są dobrymi wychowawcami, i odnoszą sukcesy. Ja też uczyłem w podstawówkach, w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym, gdzie była młodzież z dysfunkcjami; Maciej Kopeć [wicedyrektor] pracował w Technikum Gastronomicznym. To dla nas nic nowego stanąć twarzą w twarz ze „zwykłą” młodzieżą. A przecież tak naprawdę, kiedy tu przyszliśmy, to szkoła była na szarym końcu. Na lekcje przychodziła czasem połowa uczniów, a na wywiadówki chodziło 4 - 5 osób. Tak zaczynaliśmy w  1997 roku.

[...] W takim razie nauczyciele zapewne odczuwają, że nie są tymi, na których Pan czeka. Czy robią coś żeby jednak uczyć w takiej szkole? A może im na tym nie zależy...

źle by było, gdyby nie odczuwali. Bo to by pokazywało, że jesteśmy mili i przyjemni zarówno dla tych co ciężko pracują i dla tych, którzy nie w pełni wykorzystują swoje możliwości. Wierzę w to głęboko, że Ci, których mam na myśli, mają tego głęboką świadomość naszej oceny. Nawet tej nieformułowanej. Czy usiłują się zmienić, czy zależy im na tej szkole? [namysł] Pewnych cech, w pewnym wieku już się nie nabędzie. Jedną z najważniejszych cech, padnie słowo, które w tej rozmowie było często wymieniane, pracowitość. Wielu rzeczy można się nauczyć w tym zawodzie, wiele można doskonalić. Chęć do pracy i pracowitość, szalenie trudno wyegzekwować. Jak się tego nie ma, to trudno to zdobyć. A to jest podstawowa cecha, którą nauczyciel powinien mieć, i uczeń zresztą też. Ale nauczyciel przede wszystkim. Ja wiem, że łatwo jest wychowywać, stosując zasadę, rób co mówię, a nie o wiele trudniejszą - rób co robię.

Pierwsza (tylko) w rankingu

Nauczycielami Cezarego Urbana, dyrektora XIII LO, byli dyrektorzy najlepszych szkół w Polsce, to od nich nauczył się zasad wg których powinno się postępować w dobrej szkole. Dzięki Nim, obserwując efekty ciężkiej pracy nauczycieli i dyrektorów najlepszych polskich szkół, bo innych wzorców nie miał i nie znał, stworzył dobrą, polską szkołę w Szczecinie. [...] Po prostu Oni zrobili swoje, mieli dobrego ucznia i nie pozwolili żeby się zmarnował.

Czy szczecińskie XIII LO jest rzeczywiście najlepszą szkołą w  Polsce? Nie odpowiem na to pytanie. Jest z “tylko” pierwsze w  rankingu miesięcznika “Perspektywy”. Przez trzy lata, z dużą przewagą, zajmuje miejsce na czele listy złożonej ze znakomitych szkół z Krakowa, Gdyni, Wrocławia, Warszawy, Radomia działających w swoich środowiskach od kilkudziesięciu lat.

W  olimpiadach będących podstawą Rankingu bierze co roku około 240 000 uczniów, reprezentując niespełna 10 % polskich szkół. Jeszcze 10 lat temu XIII LO należało do tych 90 %. [...]

Wąsko czy szeroko

[...] Może jednak większym wyzwaniem jest uczeń wykształcony ogólnie i  wszechstronnie? Humanista lub umysł ścisły.

J. Wojcieszak – Ja nie do końca rozumiem ideę profilowania liceów. Młody człowiek musi wpisać te rozszerzone przedmioty w momencie rekrutacji do szkoły średniej. Wtedy tak naprawdę podejmuje się decyzję o maturze. Umiejętności, które mogłyby zapewnić wszechstronność nie są rozwijane. Nie jest możliwe szybkie przekwalifikowanie się czy uzupełnienie wiedzy ogólnej.[...]

Cezary Urban– System naszego szkolnictwa sprzyja tej naszej specjalizacji, wymusza to nowa matura, trzeba bardzo wcześnie wybrać te przedmioty maturalne. Ale ja tego nie oceniam negatywnie, zgadzam się z tym założeniem. Jednakże uważam, że ukierunkowanie młodego człowieka absolutnie jednostronnie, nie jest zjawiskiem korzystnym. Dla niego przede wszystkim. I nie ma mowy o tym żeby takiego specjalistę chronić przed wykształceniem ogólnym. [...]

Czy uczyć jest łatwiej niż wychowywać?

Cezary Urban- Ja bym nie chciał tego porównywać. To trudne. My działamy w takiej kolejności. Najpierw wysoki poziom. Z tego klient nas rozlicza. I to jest teraz dla nas najistotniejsze. Niektórzy mówią, że u nas nie ma wychowania. To jest obraźliwe dla naszych nauczycieli, ale przede wszystkim dla naszych absolwentów. To mówienie o nich, że są niewychowani lub źle wychowani przez szkołę. Wielu rzeczy nam tu brakuje, chóru, innych zajęć artystycznych, szerszego zainteresowania się sportem. Ciągle brakuje nam gazety szkolnej. To jest bardzo wychowawczy element w  szkole. Ja żałuję tego bardzo. Może uczniowie tego tak nie żałują tak jak ja.

M. Szuman - Jeżeli ma się sposoby jak dobrze uczyć, to uczyć jest łatwiej. Wychowywać jest o wiele trudniej.

J. Wojcieszak - Uczyć. Zdecydowanie uczyć. Chociaż w przypadku języka polskiego trudno powiedzieć kiedy wychowuję, a kiedy uczę. Rozmawiamy przecież o postawach i  wartościach. Tylko raz byłem wychowawcą i to była dla mnie szkoła życia. Miałem wychowawstwo w klasie olimpijskiej, do której trafiają różne osobowości i każdy niemalże specjalizuje się w czymś innym. Indywidualności skrajne. Pewnym problemem było choćby ustalenie jednego miejsca w które pojadą wszyscy na wycieczkę.

J. Konieczna - Ja nie potrafiłabym rozgraniczyć tych dwóch elementów szkoły. Jedno i drugie jest bardzo trudne. Niektórzy powiedzą, że nam łatwiej wychowywać, bo mamy lepszą młodzież. Mają lepsze wzorce w domu. A to nie prawda. Nie zawsze to jest prawda.

Raport , który nie wstrząsnął krajem

W  sierpniu 2003 roku w Poznaniu opublikowano Raport o wykorzystaniu wyników egzaminów gimnazjalnych z  2002 roku w 18 szkołach województw lubuskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego, które uzyskały najniższe wyniki w sprawdzianach/egzaminach ocenianych poza szkołą. „[...] nauczyciele zdali sobie sprawę, jakie naprawdę wyniki osiągają ich uczniowie; dopiero w tym roku zdaliśmy sobie sprawę, jak ważne jest kształcenie dzieci w szkole podstawowej. [...] biorąc pod uwagę wkład pracy nauczycieli, przygotowanie, ciągłe dokształcanie, zaangażowanie, wyniki egzaminu spowodowały ich rozgoryczenie, bo nie są miernikiem pracy nauczycieli.”

A  logikę pies zjadł. O to chodzi, że właśnie są miernikiem. żadne centrum doskonalenia nauczycieli nie bada efektów nauczycielskiego dokształcania, nauczyciel nie zdaje egzaminu na stopień mianowanego czy dyplomowanego. A dokształcanie kończy się wydaniem zaświadczenia wyłącznie o uczestnictwie w seminariach i  konferencjach zawodowych. Potencjał i przydatność do pracy w tym zawodzie ocenia się na podstawie teczek z opisem ich pracy w szkole. Bierze się pod uwagę sam „opis”, a nie efekty. Na podstawie opisu, niekoniecznie nieuczciwego... To skąd w takim razie bierze się zauważalne przecież zjawisko, że dyplomowani czy mianowani nauczyciele uczą gorzej niż stażyści? Pomijając osobistą odpowiedzialność każdego pracownika na świecie za swój zawodowy los, dlaczego nauczyciele są stawiani w takiej bezsensownej sytuacji?

Raport sporządzono na podstawie ankiet, dzienników lekcyjnych, zeszytów, protokołów rad pedagogicznych i innych dokumentów szkolnych pod redakcją Dyrektorki Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Poznaniu Pani Zofii Hryhorowicz. Cytowane zdania pochodzą z tego Raportu. [...] Raport został niestety potraktowany przez wiele osób nie jako narzędzie, a jako kara za złe nauczanie. Może w kilku skrajnych wypadkach jako wtrącanie się do wewnętrznych spraw szkoły. [...]

I  co się okazuje? „W żadnej z badanych szkół nie zmieniono wymagań edukacyjnych. Decyzję często uzasadniano zbieżnością ocen szkolnych z wynikami sprawdzianu/egzaminu gimnazjalnego. [...] są dzieci bardzo pracowite i u nas mają piątki, słabo wypadły na testach, bo testy są tylko dla dzieci zdolnych, a nie dla pracowitych.”

Zatem nauczyciel i dyrektor widzieli bezsensowność, tej ciężkiej pracy swoich uczniów i tolerowali, akceptowali – przecież stawiali piątki – beznadziejną przyszłość tych dzieci, która lęgnie się na tym nieefektywnym nauczaniu. Piątki stawiali również sobie. Za to samo co swoim uczniom – wyłącznie za nieefektywną pracowitość.[...]

Kreda i tablica

Wchodząc do Waszej szkoły można odnieść wrażenie, że jest bardzo surowa. Nie byłem w klasach, ale korytarze sprawiają wrażenie, że Pan im mówi: ”Lasciate ogni speranza”...

Korytarze mają i tak sporo ozdobników w porównaniu z klasami i  są rzeczywiście surowe. Ma być estetycznie ale nie rozpraszająco w salach lekcyjnych. Ciężko znaleźć jakieś gazetki na ścianach takie typowe szkolne - dzień wiosny, wszystkie po kolei święta, z  życia klasy i uczniów, samorząd klasowy... tego typu ozdób nie ma. Są tylko w niektórych klasach jedna, góra dwie tablice korkowe na której są przypinane aktualności, np. w  sali matematycznej są przypinane zadania z olimpiad, z konkursów, tak wygląda każda sala, staramy się żeby była czysta, zawsze odmalowana, nie odrapana, żeby uczniów nic nie rozpraszało.

[...]Jednolity strój, to jeszcze jedno wyrzeczenie, jeszcze jeden wymóg, który uczeń musi spełnić żeby do tej szkoły trafić. Przychodzi z pełną świadomością, że w pewnym sensie rezygnuje z  tej części swojej indywidualności, jakim jest strój i  wygląd. Na korzyść tego, że znajduje się w bardzo dobrej szkole, która - jeśli ją wykorzysta, może mu zapewnić bardzo dobrą przyszłość. Nikogo nie zaskakiwaliśmy, wprowadzaliśmy te stroje systematycznie.

[...] Ograniczony program z matematyki?

Nie robimy matematyki na nie wiadomo jakim poziomie, ograniczamy materiał, nie robimy np. algebry zdań. Rozwijamy geometrię, bo często w szkołach tego w ogóle się nie robi, bo nauczyciele nie są do tego przygotowani. A dopiero geometria wymaga myślenia, tam się wyciąga wnioski dowodząc twierdzenia, kształtuje się wyobraźnię, a na tym nam najbardziej zależy. Mamy uczniów o  niezwykłym potencjale matematycznym. Nie robimy jednak z nimi matematyki w zakresie wyższej uczelni. Nie ma takiej potrzeby.

[...] Część sesji spędzonej na olimpiadzie informatycznej to praca na kartce papieru. Tam powstają rozwiązania.

Czyli kreda i tablica. Albo kartka i długopis.

To wystarczy.

Płacz bez zgrzytania zębów

Kiedy w zespole szkół, w skład którego wchodziła XIII_tka następowała zmiana warty w gimnazjum, pojawił się problem uczniów drugorocznych. A tych w Gm 16 było kilkunastu. Zmiana warty polegała na tym, że zakończyło żywot gimnazjum rejonowe, które miało obowiązek przyjmować wszystkich bez wyjątku uczniów z rejonu, a rozpoczęło działalność gimnazjum „otwarte”, „bezrejonowe”, do którego trzeba było zdawać egzaminy lub brać udział w konkursie świadectw. Szkoła co prawda leży w  centrum, ale centrum Szczecina jest zamieszkałe w większości przez lokatorów komunalnych kamienic, a niektóre ulice uchodzą wręcz za niebezpieczne.

Obok siebie, przez dwa lata funkcjonowały klasy pierwsze z naboru konkursowego, klasy drugie i trzecie z gimnazjum rejonowego. W  klasach drugich byli „spadochroniarze”, co musieli powtarzać rok, a przed nimi była jeszcze trzecia klasa. Gimnazjum jest obowiązkowe. Wszystkich tych uczniów umieszczono w jednej klasie II B.


Barbara Dańko, polonistka, wychowawczyni - Ta klasa III B, to była nietypowa klasa, bo ją utworzono z  uczniów z innych klas. Na 17 osób, 14 powtarzało tę klasę. Oni już po dwa lata siedzieli. Mieli 17 – 18 lat. Patologia społeczna, dzieci zaniedbane wychowawczo. Dziewczyny z  wyrokami sądowymi za pobicia, były też dziewczynki i chłopcy o  ograniczonych możliwościach intelektualnych. Na początku zabraliśmy z tej klasy dwie dziewczynki, które „odstawały” wyraźnie od poziomu pozostałych uczniów. Musieliśmy cały czas wyrównywać braki, wychowywać, nawet uczyć czytać. [...]

Jak Pani na to wpadła?

Na nich różne skargi i ta zła opinia nie robiły żadnego wrażenia. Siedemnaście jedynek czy jedenaście jedynek, piętnaście uwag, wszystko jedno, nie miało to znaczenia. Ja nie raz płakałam, ale płakałam nad ich losem. Chociaż dopiekli mi do żywego nie raz. W naszym systemie oświaty, i w naszym życiu, w naszym społeczeństwie bardzo łatwo krytykujemy. Potrafimy nakrzyczeć, i  powiedzieć co zrobił nie tak. Ale żeby powiedzieć, że coś zrobił dobrze, to już trudniej zauważyć i powiedzieć. Nasze dzieci za mało się chwaliło i chwali do tej pory. Dorośli też tego potrzebują. Człowiek czuje się dowartościowany i jakoś mu skrzydła rosną. W klasie zwykle proszę uczniów, żeby powiedzie o sobie coś dobrego. A tutaj musiałam poprosić rodziców. I uczniowie siedzieli i słuchali. Myślę, że po raz pierwszy usłyszeli coś takiego o sobie. Później zadałam pytanie uczniom - a ile razy wyście słyszeli w domu jakąkolwiek pochwałę? Nigdy. Albo bardzo rzadko. [...]

Czy to dobrze czy to źle, że „wpakowano” ich do jednej klasy?

Na początku powykańczali różnych nauczycieli. Germanistka zrezygnowała po dwóch lekcjach. Druga wytrzymała 24 godziny. Byli nieznośni, krnąbrni, bardzo złośliwi. Kiedy podchodziło się do nich w normalny sposób, egzekwowało wiedzę – cokolwiek - ustawiali się bardzo wrogo. Nauczyciele mówili, że była to klasa „pod specjalnym nadzorem”.Większość z nich była bardzo zbuntowana. Kiedy ktoś chciał od nich coś wyegzekwować, to strasznie się najeżali. I używali obelżywych słów, wulgaryzmów, pyskowali. Często trzaskali drzwiami i  wychodzili z klasy. Mówią [uczniowie] mi dzisiaj, że w  żadnej innej szkole, a chodzili i chodzą do różnych szkół, nie byli tak traktowani, tak otaczani opieką. Nie ukrywam, że oni cały czas próbowali swoich sił. Ze wszystkimi nauczycielami. Jak daleko mogą się posunąć. Z przekleństwami, wulgaryzmami, z  kłamstwami, z brakiem dyscypliny. [...]

A o seksie pani z nimi rozmawiała?

Różne były rozmowy. Obiecywali, że nie zrobią mnie w gimnazjum Babcią. Tego słowa dotrzymali wszyscy. Piękna była ta rozmowa o stringach. Musiałam im tłumaczyć, dlaczego jest to niezdrowe. Jak zapobiegać ciąży? Jedynie nie współżyć, bo nie ma 100 % gwarancji. Ja czasem była zszokowana, one się pytały czy ona może z takim chłopakiem? Bo jest teraz w okresie jajeczkowania. Kiedy zajdzie, a  kiedy nie zajdzie?