Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Przemawia do mnie owa sceniczna oszczędność, oraz pomysł urzeczywistniania oraz kreślenia muzycznych pejzaży na często opornym płótnie człowieczego (w tym wypadku mojego) gustu.

Asphodel   Recenzja  8.11.2005 Koncert Jarboe we Wrocławiu

(34) Jonasz zmienia plany... życiowe 9:07 PM 

Mamy już bilet, a tu Jonasz postanawia zostać, i to chyba na całe życie. Ale wszystko po kolei.

Jak pisaliśmy zestala nam do załatwienia jedna bardzo ważna sprawa. Mieliśmy odwiedzić kogoś...wielkiego. Jeśli pamiętacie w zeszłym roku poznaliśmy słonia Bola. I nie było mowy żeby go nie odwiedzić. Jechaliśmy z obawą, że go nie zastaniemy, gdyż w okolicach gdzie Bola sobie
zamieszkiwał (w pobliżu rzeki Jamuny) były również slamsy, a w tym roku rząd zaczął "oczyszczać" teren i wysiedlili 2500 osób i podobno też słonie. Zaopatrzeni w wielkie bułki, jechaliśmy pełni obaw, że go nie zastaniemy. Niestety Bola nie było. Ale było 5 innych słoni. W większości samice. I to wszystkie młode. Bułki znikały aż miło było popatrzeć. Jonasz na chwile dosiadł słonia. Słonica jak to bywa z pięknymi kobietami, podbiła nasze serca.  A potem długo głaskaliśmy jej śliczną, szorstka skore, a ona przyglądała się nam małymi oczami. Potem poszła sie napić. Z hydrantu pod ciśnieniem tryskała woda. Zgrabnym ruchem trąby nakrywała tą fontannę tak, że nie nie uroniła żadnej kropli. I wciągała tak, że nam sie wydawało ze pijemy wraz nim, a przez nasze gardła przetaczają się litry wody. Gdy trąba była pełna, woda z niej wlewała sie prosto do paszczy. "O pije przez słomkę"- zawołał Jonasz. Wracając szla przez ulice "pod prąd", a samochody zjeżdżały jej z drogi. Z  okazji skorzystały dwie łaciate kozy prowadzone przez panią na smyczy i za słoniem pobiegły nic nie robiąc sobie z przepisów ruchu drogowego. (Taki duży musi uważać, jaki daje przykład małemu!)Niestety wracaliśmy ze spotkania ze smutkiem wielkim jak słoń. Opiekunowie nie traktują tych zwierząt zbyt dobrze. I  gdy jeden z hindusów przywalił słonicę kijem w głowę, Jonasz chciał mu kijem oddać. Postanowił zostać. "Będę sie nimi opiekował, karmił, głaskał, i nie będę ich bił." Ja w jego wieku chyba chciałem być Indianinem, albo strażakiem, ale żeby opiekunem słoni?. A wy?

Wracając przez most płynęła pod nim i na nim rzeka. Pod nim Jamuna, na nim rzeka samochodów. Płynęła równa, wartka fala, połyskująca światłami reflektorów, czasami zwalniając swój bieg ukazując twarze ukryte w najróżniejszych pojazdach. Wąsaty Sikh wiózł odpowiedzialnie swoja rodzinę. Gruby hindus dostojnie rozparty na motorze niczym wierzchowcu, i wielkim kasku niczym hełmie śpieszył sie jakby wzywano go na bitwę. Czasami nagle z ciemności wyłaniały się nieoświetlone rowery, na których zawzięcie pedałowali umęczeni swą pracą robotnicy. W rikszy wielka hinduska bardzo się czymś martwiła, może przypaliła dziś obiad? Na motorze jak prosto ze ślubu jechało młode małżeństwo, ona siedziała po "damsku" i "powiewała" szalem, on napięty jak struna, mówił do niej "ze mną możesz się nie bać". Urzędnicy wracający do domu z wielkimi teczkami, z ulgą rozpinający kołnierzyk. No i upchany autobus, z którego okna kłębiły się ręce i wydawało się ze proszą jakąś tajemnicza siłę by choć trochę rozciągnęła ten pojazd. Jedynie pewien młodzieniec nic nie robił sobie z ucisku, usiadł na oknie i z niezwykłą zręcznością kołysał sie na wybojach. Czasami na tej rzece pojawiał się żagiel. To dwoje śmiałków na skuterze przewoziło wielka dyktę i sterczące deski. Remont domu nie może czekać. I tak wszyscy płynęli z nadzieją jak najszybszego dotarcia do celu. I tylko zamiast plusku wody towarzyszył im ryk klaksonów i wycie silników. Jutro rzeka też popłynie. Rano w jedna stronę, by wieczorem znów zawrócić w  stronę źródła. Ciekawostka dla kolegów architektów. Jutro zapowiedziane są protesty właścicieli domów. Rząd planuje rozbiórkę postawionych bez projektów domów. A podobno jest tego w Delhi 80 %. Jak mówi znajomy hindus: "Brali od nas łapówki jak się budowaliśmy, a teraz chcą wyburzać."


Mamy rezerwacje. Lecimy jutro w nocy. O 2.00, właściwie pojutrze. W Wiedniu rano. Potem szybko Kraków i Szczecin. Zostały z nami juz tylko dwa ostatnie misie. I one jutro pójdą sobie. Dzielnie nam towarzyszyły całą drogę jako ... poduszki. Jeden miś w niebieskim kaftaniku z kapturkiem zwany po prostu "z kapturkiem" i mis przypominający krowę zwany: "krowa"

 

jonasz i Romek z dwoma misiami z  podróży w słoniowym smutku