Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

Nie mam ich nawet na to (dowodów), że Lem rzeczywiście ukradkiem wcinał w piwnicy (wstawał codziennie o 3.00 aby palić w piecu koksowym) słodycze. Wiadomo, że podczas generalnego remontu tej piwnicy zza wspomniane szafy wysypał się stos opakowań, pochodzących z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - ale przecież każdy uczciwy sąd by uniewinnił oskarżonego na podstawie tak nędznych przesłanek. [...] Bo przecież nie wiadomo, kto ukradkiem pożerał w tej piwnicy chałwę i marcepan.
Wojciech Orliński "LEM życie nie z tej ziemi" Wydawnictwo czarne, wydawnictwo AGORA 2017 Przecież SL mógł te "przesłanki" spalić w piecu po wyjedzeniu środka.

Dwugarbne wielblady (12)

SAJN BAJ LU dzień dobry

Wyjeżdżając z rejonu Gobi jedyna okazja to była na Ułan Bator. I tak znowu jesteśmy w stolicy Mongolii. Jedyny samochód jaki się pojawił po godzinie czekania, to zapchany busik. Zaraz nam zrobiono miejsce przy kierowcy, a bagaże wrzucono na dach samochodu.
Widząc nasze zainteresowanie stadami dzikich wielbłądów (wśród nich dwa były białe - podobno rzadkość), kierowca ganiał je samochodem ku wielkiej uciesze Jonasza: "O! Patrz jeden garb przekrzywił mu się na prawo, a drugi na lewo." Nie wiele się zdały moje protesty. Okazało się, że kierowca lubi wszystko płoszyć i na wszystko trąbi. Sam był bardzo miły cały czas się do nas uśmiechał. A  twarz i mimikę miał jak jakiś miś z japońskiej kreskówki.
Po pewnym czasie zacząłem się niepokoić czy to nie jest autobus. Jonasz radził sprawdzić to dopiero w Ułan Bator. Jednak nieśmiało zapytałem jednej osoby co znała parę słów po angielsku, czy to autobus? Okazało si, że tak. Gdy kierowca dowiedział się, że nie mamy "many" zrobił wielkie oczy i bardzo posmutniał (jak miś w japońskiej kreskówce), a cały autobus wybuchnął śmiechem. Ale juz po chwili znowu uśmiechał się (jak miś w japońskiej kreskówce) i pokazywał, że weźmie nas za darmo.
Umęczeni potwornie całonocną jazda, tutejszą dietą, a raczej jej brakiem, i upałem (dość często chłodzi wiatr, ale wtedy wszystko jest zapylone).
Z samego rana ruszamy do Chin.
Podobno internet ma tam blokadę na niepożądane dla nich słowa, typu: Dalej Lama. Więc o tym będziemy pisać z  Nepalu.

Bajer ta czyli do widzenia
jonasz i romek z misiami z podrozy

7 sierpnia 2006 14:29