Człowiek oderwany od ziemi, lotnik, amerykański pilot bombowca rzuca bombę na jego dzieło. Jego dzieło rozsypuje się, które się trzymało z trudem od samego zarania niejako. W tym klasztorze dominikanów był jakiś wilgotny mur w refektarzu. I jeszcze przeor sobie wyobraził, że podawanie zupy szybciej nastąpi kiedy on wybije drzwi. W tym malunku bezcennym nagle wybija drzwi w "Ostatniej Wieczerzy" wybijając nogi Chrystusa. Zaczyna się i człowiek i natura sprzysięgać przeciwko tej "Wieczerzy". I do tego Leonardo nie miał talentu do robienia fresku, nie miał natury błyskawicznego podejmowania decyzji malowania na wilgotnej ścianie. Urszula Kozioł O "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda da Vinci i paradoksie, polegającym na tym, że Leonardo chciał się od ziemi oderwać, projektując swoje machiny. Swoje dzieła podpisywała także pseudonimami: „Antoni Migacz”, „Mirka Kargol”, „Faun”, czy „UKA”. 1999 NINATEKA Polskie Radio S.A.
Muszla Koncertowa w Świnoujściu - Copacabana 2003-04. Współpraca Z Witkiem Janczyńskim, Mariuszem Blochem oraz firmami Kantaro i Soso. Interesująco, ciekawie. To są fragmenty, strzępy nadmorskiej bryzy, piaskowy pył i zapach wydm. Po sztormie w grudniu. Kilka ładnych krajobrazów sfotografowanych przez firmę Kantaro.
To był tytuł koncertu.Tytuł nic nie mówi i taki miał być. Neutralny, dziwny, pokrętny. Nieboszczyk aktualnie, a szkoda, Marek Kasz felietonista, papierośnik, gawędziarz, żartów pełen - był nim zachwycony. Chodziło tylko o to żeby posłuchać muzyki, moża znaleźć trochę jesiennej zadumy, klimat parkowy przenieść do sali teatralnej "Kontrastów". Takie niegroźnie dziwactwo, które się już nie powtórzyło chociaż miałem w zanadrzu kolejny pomysł i tytuł, a mianowicie koncert muzyki klasycznej "Biali kanibali". Ale - kto wie.
Beczka była toczona około 1 kilometra i trzeba było znaleźć odważnego, wrażliwego, bez kompleksów i zahamowań, silnego w ręcach i ambitnego, do tego ślepego jak kret „leszcza”, który taka beczkę samodzielnie otworzy. Mnie też to przypadło jednego roku w udziale. Ale człowiek szybko otwiera beczkę tylko raz. Atmosfera przyjemna, piwo odpowiednio spienione, i blady świt, i na piechotę do akademików Politechniki.
Radio PLUS (wcześniej Radio AS) było radiem miejskim, które nadawało swój program z komina nieistniejącej fabryki „Wiskord”. Miało swoich słuchaczy i wypróbowane w boju programy np. Znakomity, popularny konkurs „10 imion”, której autorem i pomysłodawcą był Sławoj Golański. Docieraliśmy nawet nad morze. I nagle cała ta „miejskość” stacji została podporządkowana programowi nadawanemu z Warszawy.
Nadawanie rozpoczęto 11 listopada 1991 roku, w historycznym medialnie miejscu, a mianowicie w pomieszczeniach gdzie startowała Telewizja Szczecińska, w budynku WPHW („Odzieżowiec”) przy ulicy Tkackiej. To był jeden z najwyższych wtedy budynków w mieście, nikt nie myślał o przesyłaniu sygnału do wyższych miesc, było to centrum miasta (Radio Zet zaczynało w centrum Warszawy przy Nowym świecie), chociaż to nasze VII piętro było bardzo niewygodne.