Wojciech Hawryszuk - 1953-2020

Myśli przyłapane - cytaty, komentarze, zapiski...

1944 Leányfalu Jesteśmy na indeksie, cały naród węgierski. Z powodu występków kilku morderców, sadystów i chciwców. […] wyglądamy na cygańską hordę złodziei i ludojadów, żyjących gdzieś na obrzeżach Europy w lepiankach, za plemię zajęte podejrzaną i obrzydliwą działalnością, kradzieżą kur i jedzeniem padliny. I wszystko trzeba znosić – pewnie przez kilka pokoleń! A także dlatego, że naród nie miał dość sił moralnych, bo ich spośród siebie wykluczyć.

 

Sándor Márai „Dziennik”

Może jednak doświadczenie, polegające na tym, że odczuje wreszcie pogardę swoich i cudzych, a szczególnie jednak tych swoich, nie-swoich, niby swoich, i zmusi umysł do refleksji; a ta pogarda stanie się iluminacją.
Pogarda bierze się z faktu, że dostał "fuchę" za darmo. Po uważaniu. Potrzebne były PIS-owi - dwa instrumenty ( w zasadzie gadżety, rekwizyty) - Żyrandol i Długopis. Nikogo innego nie było, chyba? I tego faktu nie wykorzystał. Ugiął się i w tej pozycji pozostał, jak sosna z krzywego lasu pod Gryfinem.

Brakuje restauracji, barów, sportu w telewizji i na żywo. Naturalnie nie wszystkim ale wiele osób cierpi lub czuje się nieswojo. Nie ma na czym oka zawiesić, i okoliczności do spotkań zostały ograniczone. Czapla chce oglądać mecze w ręczniku, mam nadzieję, że przyniesie swój.
Ale to nie jest stan wojenny. Znaleźliśmy się w nowej, niezwykłej sytuacji. Mamy czas dla siebie i dla rodziny. Ale nie działają instytucje kultury, puby, stadiony. Jesteśmy wręcz skazani na rodzinę.
Czy te "miejscówki" są dla nas rzeczywiście aż tak ważne?

Kibolizm zagraża sportowi. Kibolizm jest skutkiem myślenia polegającego na tym, że ktoś, coś zrobi za nas. Kibolizm polityczny wynika z podobnego działania a właściwie bezczynności. Klub nie jest już związkiem miłośników sportu, propagującym swoje barwy i osiągnięcia, jest firmą. Z właściwym dla firm systemem zleceń, kontraktów, zakupów, interesów. To nie członkowie klubu wspierają swój klub tylko kibice, mniej lub bardziej rozwydrzeni, bezkarni, mali i więksi dealerzy, szantażyści. Nie zapominajmy też o polityce - agresywnej, hańbiącej i pełnej pogardy. 

Brakuje masek, kombinezonów i rękawiczek. "Będziemy musieli gdzieś prywatnie uszyć", mówi rząd. A czemu nie państwowo? Czy nie ma szkół zawodowych, zakładów pracy w więzieniach, gospodyń domowych, krawcowych i krawców, szwaczek?
Dopust boży, trzeba kupić od "prywatnych". A później domiar.

Sprawiedliwość oparta na prawie przypadkowym, w zasadzie nieuzgodnionym, zawsze jest bezkarna. Prawa nie ustanawia partia, nie większość chwilowa, tylko całe społeczeństwo albo zdecydowana i zainteresowana większość. Tak być powinno.
Sprawiedliwość pozbawiona państwa też nie istnieje. To państwo decyduje o sprawiedliwości, nie prawo; nie ma abstrakcyjnych, wyalienowanych sądów - jest państwo. Pomysł, żeby budować silnie państwo od autokratycznego hunwejbińskiego zniszczenia "starego" systemu sprawiedliwości, jest skazany na porażkę. Nie wiadomo jeszcze jak to nastąpi i kiedy, ale tak właśnie będzie. Określenie stary system to za mało dla ćwierćministrów odgrzewających kotlety dla suwerena; są inne epitety takie jak: system kastowy, postkomunistyczny, kolesiostwo, oni, sędziowie broniący przywilejów, wiertarek, kiełbasy, pijanych kierowców. Ważny jest wątek o sędziach-prawnukach namaszczonych przez pradziadów i prababy z PZPR. Dlaczego ten pomysł budowania państwo od dachu, już chwili w narodzin został skazany na pełne unicestwienie?